II runda 2001 – Antonin

W dniach 14-16 września w Antoninie koło Ostrowa Wielkopolskiego odbyła się druga w tym roku impreza o charakterze przeprawowym zorganizowana przez redakcję „OFF-ROAD PL” – Extrem Fryderyka. Rajd zbiegł się w czasie z odbywającym się corocznie w Pałacu Radziwiłłów w Antoninie Festiwalem Chopinowskim – stąd w nazwie rajdu pojawiło się imię największego polskiego kompozytora.

Extrem na wysokie C (ewentualnie Etiuda ekstremalna)
Zawody zostały podzielone na dwa etapy: nocny i dzienny, których trasy zostały wytyczone przez Roberta Muchę – jednego z najbardziej doświadczonych polskich pilotów, który w swojej karierze zawodniczej wielokrotnie brał udział w najtrudniejszych rajdach ekstremalnych w Polsce i na świecie (m.in. w Supersylvanii Trophy). Podstawowe założenie organizatorów było identyczne jak w przypadku pierwszego rajdu OFF-ROAD PL TROPHY 4×4: zgromadzić na starcie imprezy czołówkę polskiego „off-roadu”.
Już w piątek od wczesnych godzin popołudniowych do biura rajdu zaczęły zgłaszać się załogi biorące udział w imprezie. Ostatecznie na liście znalazły się dwadzieścia dwie ekipy. Wieczorem odbyła się odprawa techniczna, po której samochody ustawiły się w kolumnie, aby przejechać na start pierwszego nocnego odcinka rajdu.

Start
Start usytuowany był na polanie powstałej w wyniku wyrębu lasu, co biorąc pod uwagę wystające pnie drzew i panujące ciemności, stanowiło dodatkową atrakcję dla przybyłej publiczności i jednocześnie przyczyniało się do spotęgowania trudności postawionych przed zawodnikami. Punktualnie o godzinie 21 raca świetlna oznajmiła rozpoczęcie wyścigu. Formuła startu równoległego, która została przyjęta na pierwszym rajdzie w Miastku, w opinii uczestników sprawdziła się, tak więc postanowiono ją powtórzyć.
Start samochodów był bardzo widowiskowy, co miało odzwierciedlenie w żywej reakcji publiczności, dla której w większości było to pierwsze spotkanie z ekstremalnym „off-roadem”. Huk silników, rzęsiste światła reflektorów, rozpędzone sylwetki potężnych aut, które już po chwili ginęły w ciemnościach – to musiało wywołać ogromne wrażenie.
Naturalnie nie obyło się bez strat (wszakże w tym celu właśnie – jak niektórzy twierdzą – organizowane są rajdy ekstremalne…). Jak ciężko było już na samym początku, świadczy fakt, iż w tarapatach znalazły się ekipy świetnie wyposażone i bardzo doświadczone: załoga ASC zgubiła koło (na szczęście tylko zapasowe…), zaś Łukasz Komornicki (nasz reprezentant w najbliższym Rajdzie Paryż-Dakar) spalił sprzęgło, co wykluczyło go z dalszej rywalizacji. Po pokonaniu polany załogi wjechały w las, gdzie czekały na nich pierwsze rowy wypełnione wodą stanowiące na tym rajdzie stały element trasy.
Odcinek nocny został ułożony w taki sposób, aby umiejętności kierowcy i pilota zostały zweryfikowane całkowicie. Było więc sporo kluczenia „po taśmie”, ale i również dużo jazdy według bardzo drobiazgowych wskazówek umieszczonych w „road-booku”.
Miano „najtrudniejszego rajdu ekstremalnego w Polsce” zobowiązuje, tak więc w żaden sposób nie starano się oszczędzać startujących, aplikując im egipskie ciemności, skomplikowaną i niezwykle trudną trasę usytuowaną wśród drzew, a przede wszystkim nieustannie zmuszając ich do rozwijania maksymalnych prędkości (wszak przecież był to wyścig, w którym o kolejności na mecie decydował osiągnięty czas). Rozpalone głowy walczących załóg skutecznie chłodziły przeprawy przez leśne rzeczki, które były pokonywane na wszelkie możliwe sposoby. „Muszkin” zadbał już o to, aby absolutnie żadna z załóg nie ukończyła etapu w suchym odzieniu. Tak więc oprócz stosunkowo niewielkich przepraw, zaplanowany został również blisko stumetrowy przejazd rowem melioracyjnym, po którym następowała sześćdziesięciometrowa przeprawa przez bagno. Przy jej pokonywaniu Wojtek Polowiec urwał linę od wyciągarki i dopiero dzięki bratniej pomocy jednej z załóg udało mu się pokonać zdradliwe grzęzawisko i kontynuować dalej wyścig.

Podsumowując noc
Jako pierwszy na metę nocnego odcinka przyjechał w swojej Suzuce Jacek Wawrzeń, tuż za nimi dotarł Darek Luberda, a jako trzeci Eckslain Werner. O klasie wymienionych załóg najlepiej świadczy fakt, iż następna załoga ukończyła etap z aż trzygodzinnym opóźnieniem.
Co zaskakujące, straty po nocy okazały się jednak stosunkowo niewielkie. Poza wspomnianym już Komornickim z rajdu wycofał się Walczak, który w swoim Wranglerze urwał przednie wahacze i wał, oraz Lenkowski, w którego „CJ-ocie” źle zwinięta lina uszkodziła węża od chłodnicy. Reszta załóg wylizała się z odniesionych ran i stawiła się na starcie odcinka dziennego.
Poza planowymi przeprawami część załóg przez pomyłkę zaczęła realizowała trasę, która była przewidziana na dzień następny. „Szczególnym powodzeniem” wśród nich cieszył się bagnisty rów z wodą, którego pokonanie zajmowało cenne minuty, a co „ambitniejsi” starali się tego dokonać nawet dwukrotnie.

Dzień
Start do dziennego odcinka Extremu Fryderyka zaplanowany został na dziewiątą rano, co dla większości uczestników mających za sobą mordercze zmagania w nocy było porą iście zabójczą. Na trasę wyruszano w takiej kolejności, w jakiej poszczególne załogi ukończyły poprzedni etap.
Dzienne zmagania okazały się niezwykle wymagającym testem wyciągarek, które stanowiły obowiązkowy element wyposażenia każdego z samochodów. Początkowo droga wiodła brzegiem jeziora, po czym prowadziła do lasu, aby tam stać się koszmarem dla walczących z linami pilotów. Pierwszym ich wyzwaniem było pokonanie rzeki, przez którą każda z załóg musiała się „przeciągnąć”, po czym następował krótki odcinek jazdy według wskazań „road-booka”, który prowadził do piaszczystego jaru. Zjazd na dół nie przysparzał załogom większych problemów, natomiast wyjazd mógł się odbyć jedynie „na wyciągu”. Po nim następował bardzo „nieprzyjemny” trawers i znowu krótki, stromy podjazd poprowadzony po piachu.
Największe trudności kierowcom sprawiało kluczenie między drzewami, a także przejazd na wyciągarce korytem rzeki, gdzie zatopione konary drzew skutecznie utrudniały jazdę. Cała trasa obfitowała w krótkie, bagniste odcinki, które nie pozwalały samochodom na poruszanie się o własnych siłach. Na sam koniec uraczono startujących piekielnie trudnym, dwustumetrowym skrótem po położonych poprzecznie w stosunku do kierunku jazdy rowach. Aby szczęśliwie je pokonać, należało się wykazać dużymi umiejętnościami manewrowania pojazdem oraz bardzo dobrą współpracą pilota i kierowcy.

Podsumowując dzień
Kibicom szczególnie przypadł do gustu widowiskowy pojedynek, jaki na etapie dziennym został stoczony przez teamy Jacka Wawrzenia i Darka Luberdy. Dzień w odróżnieniu od nocy obfitował w dużą ilość przeszkód terenowych, co okazało się dobrą weryfikacją tak umiejętności kierowców jak i sprzętu. Zawodnikom bardzo podobała się możliwość – dzięki poprowadzeniu trasy o zawsze odpowiedniej szerokości – bezproblemowego wyprzedzania swych konkurentów, bez względu na to, czy dokonywano tego w trakcie pokonywania trudnych przeszkód terenowych, czy też na łatwiejszych odcinkach, na których samochody pędziły z zawrotną prędkością.

Podsumowując rajd

Z dwudziestu dwóch biorących udział w rajdzie załóg, tylko dziesięć z nich pokonało całą trasę, zaś czternaście zostało oficjalnie sklasyfikowanych. Jest to i tak świetny wynik, zważywszy na to, że OFF-ROAD PL TROPHY 4×4 ukończyły zaledwie cztery ekipy. Aby dojechać do mety rajdu należało się wykazać ogromnym doświadczeniem, nienaganną techniką jazdy, doskonale przygotowanym samochodem, bezbłędną współpracą kierowcy i pilota, jak również odpornością fizyczną i psychiczną.
W Extremie Fryderyka ponownie zabłysnął formą Jacek Wawrzeń, który po raz drugi w tym roku pokonał swą – wszakże bardzo elitarną – konkurencję. Na drugim miejscu uplasował się Dariusz Luberda z pilotem Szymonem Polakiem (Jeep Wrangler TJ), a ostatnie miejsce na podium zajęła załoga Paweł Moliński – Albert Gryszczuk (Land Rover 90). Uznawany za faworyta rajdu – Niemiec Werner, chcąc być „sprytniejszy” i widząc wyeksploatowaną, bagnista drogę, której pokonanie wymagało kilku przepięć, postanowił objechać ją bokiem. Jak rozpoczął realizować swój „niecny” plan, tak i też został pokarany, topiąc swój samochód „na dębowo”.
Powodzenie, jakim wśród najlepszych polskich kierowców „off-roadowych” cieszyły się rajdy organizowane w tym roku przed „OFF-ROAD PL”, spowodowało, iż przyszłoroczne plany są jeszcze bardziej interesujące. Redakcja magazynu zamierza bowiem stworzyć cykl imprez o Puchar „OFF-ROAD PL”, w czasie których zawodnicy zdobywać będą punkty zaliczane do ostatecznej klasyfikacji końcowej. Będzie to również niepowtarzalna okazja do skonfrontowania swych sił z najlepszymi zawodnikami zagranicznymi, którzy są bardzo zainteresowani startem u boku polskich kierowców.

Leszek Faber, AK


Jacek „Misiek” Wawrzeń (1. miejsce)
Same pozytywy. Trasa była OK, ponieważ odznaczała się dużą różnorodnością. Akurat pod dostatkiem było zarówno odcinków szybkich jak i przeprawowych. Uważam, że świetnym pomysłem był start równoległy i z niecierpliwością oczekuję na następne, równie udane imprezy zorganizowane przez redakcję „OFF-ROAD PL”.

Dariusz Luberda (2. miejsce)
Super Extrem! Oby więcej takich rajdów organizowano w przyszłości w Polsce. Jako jedyny mankament imprezy uznałbym nie najlepsze moim zdaniem oznaczenie punktów kontrolnych, ale nawet jeśli to się nie zmieni, to i tak chętnie będę uczestniczył w następnych edycjach.

Paweł „Moli” Moliński (3. miejsce)

Było super, mimo iż ja oraz mój Land Rover bardziej wolimy trudności terenowe niż ostrą jazdę, której organizatorzy zapewnili nam szczególnie dużo na trasie nocnego etapu. Z niecierpliwością oczekuję na kolejne rajdy „OFF-ROAD PL”.

Robert „Muszkin” Mucha (komandor rajdu)
Mieliśmy możliwość wyznaczenia trasy na bardzo rozległym i zróżnicowanym terenie. Ustalając przebieg odcinka nocnego, celowo ograniczyliśmy ilość trudnych do pokonania przeszkód, aby większość uczestników bez większych strat była w stanie dotrzeć do mety i pojeździć w dzień. Nasz „road-book” był wzorowany na notatkach nawigacyjnych, które od dawna są stosowane w innych rajdach europejskich.

W kategorii Poprzednie edycje Tagi: , , , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.