I runda 2005 – Stalowa Wola
Wypaliło na poligonie!
YES TEAM Trophy 2005 to jednocześnie I Runda Pucharu Polski OFF-ROAD PL – Trophy 4×4 i pierwsza z eliminacji polskich do południowoafrykańskiej przygody Goodyear 4×4 Eco Challenge 2005. Po raz drugi w historii Pucharu uczestnicy zmagali się z terenem okolic Stalowej Woli. Piach, błoto, trochę wody i sporo trawersów – atrakcyjne i wymagające trasy wytyczyli rzeszowscy offroaderzy pod przywództwem Waldka Lenkowskiego z YES TEAM.
Edycja 2005 Pucharu Off-Road PL Trophy 4×4 za nami. Od 29 do 30 lipca w okolicach Stalowej Woli miała miejsce jego pierwsza runda – YES TEM Trophy. Bazą był obóz w Bojanowie, zorganizowany w prawdziwie offroadowych warunkach. W ciągu zaledwie kilku dni na łące pod lasem powstało namiotowe miasteczko, które przez trzy dni gościło uczestników pierwszej pucharowej rundy. Choć część uczestników, jeszcze przed imprezą, nieco sceptycznie odnosiła się do polowych warunków, okazało się, że nie ma powodów do obaw. Wszyscy uczestnicy Pucharu mieli do dyspozycji kwatery w miasteczku namiotowym, a upalna i bezdeszczowa pogoda zapewniła doskonałe możliwości integracji środowiska. Żar lejący się z nieba na obóz próbowali gasić bojanowscy strażacy, wykorzystując wyposażenie swojej bojowej Tatry, a obozowicze gasili swoje pragnienie w bufecie. Doskonale ustawiony cathering, widoczna i dostępna baza rundy, równe rządki schludnych namiotów, natryski z ciepłą wodą – wszystko ogrodzone i strzeżone. W najbliższym sąsiedztwie: park samochodów, parking dla gości, oddzielna przestrzeń dla aut obsługi. A wszystko we wspaniałej „przygodowej” oprawie. W piątek przed południem uczestnicy byli już w komplecie. W równym rządku ustawiono prawie trzydzieści maszyn. Jeszcze badanie techniczne, nadwoziowa poligrafia i do dzieła.
Tradycyjnie rundę otwarł prolog. Nie przysporzył on większych problemów załogom grupy Adveture, które oprócz ciasnych nawrotów i szybkiej prostej mieli do pokonania głęboki rów; kłopoty miały jedynie te załogi, które nie do końca uporały się z przygotowaniem pojazdów. Znacznie trudniej mieli „ekstremiści”: po wątłych przejazdach kilku załóg, sędziowie zaczęli mieć obiekcje odnośnie trasy prologu – dla wielu załóg okazała się ona zbyt trudna. Pod znakiem zapytania stanął tez termin startu do etapu nocnego. Sytuacje rozwiązali niezawodni jak zawsze Darek Luberda i Szymek Polak. Darek w piękny sposób rozprawił się z błotnistym rowem nie pozwalając nadto zmęczyć się swojemu pilotowi. Prolog zakończył się kilkoma padniętymi sprzętami i jednym efektownym dachem. Na koniec „ratunkowy” Unimog pokazał, jak można kpić z trudności terenu, kiedy jest się… Unimogiem. Start do etapu nocnego rozpoczął się z opóźnieniem, a załogi grupy „Extreme” wyruszały w zapadających ciemnościach.
Tereny Poligonu Wojskowego w Nowej Dębie dają możliwość wytyczania bardzo zróżnicowanych tras. Są miejsca podmokłe i strumyki, rzeczki, jary i zbocza ze ślicznymi trawersami i podjazdy, sztuczne nasypy i rowy, podstępne doły i leje, tereny odkryte i zalesione, a wszystko to połączone gęstą siecią leśnych dróżek i traktów. Ale ten poligon oferuje jeszcze coś ekstra: potężne pasy przeciwpożarowe. Ich nawierzchnia zmienia jak w kalejdoskopie: trafimy na grząski piach, innym razem na murawę suchej trawy, która znienacka przechodzi w zaorane twarde pole. Całość urozmaicają mniejsze i większe wzniesienia, głębokie pułapki rowów i chopek. Ten wydawałoby się płaski teren tylko z pozoru jest bezpieczny i szybki – można na nim zarobić sporo cennego czasu, ale i znacznie więcej sporo stracić; ot, zawieszenie choćby. Wymaga bezwzględnego skupienia, ale doświadczonym kierowcom, umiejącym „czytać” podłoże, daje niesamowitą frajdę szybkiej jazdy. Pasami przeciwpożarowymi wiodła znaczna część trasy i właśnie ten element krajobrazu trasy można uznać za charakterystyczny dla podkarpackiej rundy. Niewiele było natomiast błota i wody, ale to właśnie na miękkich i mokrych przeszkodach poległo najwięcej sprzętu.
Etap nocny spokojnie i najsprawniej pokonali Wojtek Polowiec i Paweł Przybyłowski tylko o dwie minuty wyprzedzając swoich największych konkurentów: Darka Luberdę i Szymona Polaka. Ponad pół godziny za nimi uplasowali się Robert Mucha i Mariusz Gwizdowski naciskani przez jak zwykle dobrych: Marka Schwarza i Adama Wolnego. Reszta załóg zjawiła się na mecie z czasami przekraczającymi cztery godziny. Mocna załoga, Wojciech Gołębiowski i Włodek „Socho” Babicz, z powodu awarii na trasie, raczej nie mogli się już liczyć w klasyfikacji końcowej. Etap dzienny mógł w klasyfikacji sporo zmienić, choć największe szanse na pudło mieli czterej kierowcy: Polowiec, Luberda, Mucha i Schwartz. Jeszcze raz doskonale przygotowanym sprzętem i kunsztem jazdy pochwalił się Darek Luberda, kończąc dzienny etap z czasem niespełna trzy i pół godziny. Problemy techniczne spowodowały, że Wojtek Polowiec osiągnął metę dzienną dopiero po czterech godzinach i trzech kwadransach. Za nim w około pięciominutowych odstępach zgłosili się: Schwartz, Ambrozik i Gołębiowski. W klasie Adventure bezbłędnie rozprawili się z etapem nocnym Dariusz Wrona i Artur Chudyba, widocznie wyprzedzając „team Gołuszka”: Janusza Gołuszkę i Adama Soleckiego oraz Wieśka Gołuszkę i Tomasza Zagórskiego, jak również zwycięzców ubiegłorocznego Pucharu – Tadeusza Nawrockiego i Piotra Nawrockiego. Niestety, na odcinku dziennym załoga Gołuszka/Zagórski nie zgrała się i „spadła z pudła”. Pomimo doskonałej jazdy i zwycięstwa w dziennym etapie Janusz Gołuszka nie był w stanie nadrobić straty do Dariusza Wrony. Trzecie miejsce przypadło Nawrockim.
Po offroadowych zmaganiach rozegranych w malowniczych terenach i obserwowanych przez setki kibiców nastąpiło uroczyste rozdanie nagród, uświetnione pokazem ogni sztucznych. Na zakończenie imprezy pod nocnym bezchmurnym niebem odbył się koncert zespołu Ratatam oraz bankiet, na którym nie brakowało pochwalnych słów pod adresem organizatora.
Trzeba przyznać, że YES TEM Trophy 2005 udało się wspaniale, a Ci których z nami nie było, mogli się o tym przekonać oglądając relację z imprezy w pierwszym programie TVP. Najwyższe słowa uznania, za ogrom pracy włożonej w przygotowania i przebieg imprezy, należą się całej ekipie YES TEAM z Waldkiem Lenkowskim na czele, Sędziemu Głównemu Andrzejowi Makaranowi, sędziom Automobilklubu Doliny Sanu LOK Stalowa Wola, członkom Jeep Klubu Rzeszów, bojanowskim strażakom, pomagającemu gościnnie Arkowi Pawełkowi, i licznym osobom współpracującym. Nie odbyła by się runda w Bojanowie, gdyby nie przychylność oraz pomoc władz Poligonu Wojskowego w Nowej Dębie oraz gminy Bojanów. Podsumowując: na poligonie wypaliło.
Tomasz Konik
























