I runda 2004 – Żelazna
Szybcy i wściekli
Czterdzieści załóg wystartowało w I Rundzie Pucharu Polski „OFF-ROAD PL Trophy 4×4″. Po raz pierwszy kierowcy, piloci i ich maszyny zmierzyli się ze sobą w mazurskich bagnach i jarach. „Żelazna Trophy” 2004 przeszła do historii jako impreza ponadprzeciętnie trudna. Przybyła cała polska czołówka sportowego offroadu przeprawowego.
Już na prologu dało się odczuć, że będzie ostro. Trasa została tak wytyczona, by sprawdzić wszechstronność kierowców i samochodów – szybkie proste i ciasne sekwencje trialowe. Na początek Darek Luberda „wykręcił” wyróżniający się czas przejazdu. Musiał jednak oddać pozycję lidera prologu Piotrowi Kowalowi, który poprowadził swój wynalazek o kilka sekund lepiej. Na drugie miejsce wjechał sprawnie Wojtek Gołębiowski. Kiedy wydawało się, że pierwsza trójka jest już ustalona pogodził wszystkich spóźniony Jacek Zalewski. W grupie Adventure na prologu brylował Wiesław Gudowski udowadniając wyższość techniki jazdy nad mocą silnika.
Start do odcinka nocnego wyznaczono na godzinę 18.30, co dla czołówki oznaczało jeszcze dwie godziny jazdy za dnia. Pierwsze poważne, i bodaj największe w etapie nocnym klasy Extreme, trudności miały miejsce po pierwszym kilometrze trasy. Bagno oznaczone jako „Kylonowe pieńki” zaatakował pierwszy Jacek Zalewski. Nie wybrał jednak najlepszego toru jazdy i dał się objechać Kowalowi i Gwizdowskiemu oraz Luberdzie i Polakowi. Doskonale rozpracowali przejazd Gołębiowski i Derengowski nie dysponujący mechaniczną wyciągarką. Dla wielu załóg długie i głębokie bagno okazało się zbyt trudną przeszkodą. Awaria elektryki w wodzie wyeliminowała m.in. Polaka i Wiercińskiego oraz Budnera i Muchę; poważne kłopoty ze sprzętem mieli też Dobrowolski i Wójcik (awaria silnika). Czołowe załogi miały szansę zmierzyć się jeszcze przed zmrokiem z łatwiejszym nieco, choć podobnym do „Kylonowych pieńków” – „Uroczyskiem”. W zapadających ciemnościach walczyli tu z „mokrym” zapłonem Wranglera Gołębiowski i Derengowski; problemy z Toyotą mieli też Węgrzyn i Ostapiuk. Kolejna wymagająca próba na trasie to „Leykowa góra” skłądająca się z krótkiej przeszkody wodnej i stromego podjazdu. W tym miejscu jako pierwsi pojawili się: Luberda i Polak oraz Kowal i Gwizdowski pokonując podjazd z marszu bez użycia wyciągarek. Ta dwójka walczyła ze sobą także na „Garbasie” wieńczącym ciąg trudności etapu nocnego, wpadając na metę w Berkowie niemal jednocześnie. Darek Luberda okazał się szybszy od Piotra Kowala zaledwie o minutę, a obydwu załogom przejazd etapu nocnego zajął niespełna dwie i pół godziny! Kolejne czasy zanotowali: Wojtek Polowiec, Wojtek Gołębiowski, Albert Gryszczuk i Robert Macałka.
Tej samej nocy załogi klasy Adventure walczyły na drugim, zdecydowanie bardziej technicznym etapie. Kilka najlepszych załóg bardzo szybko rozprawiła się z bardzo trudnym, pełnym głazów i trawersów jarem „Rock and roll”. Na stromym zjeździe kolejnej porcji trudności – „Schłodziło” – elegancki dach przez dziób wykonał Wrangler teamu ASC Kraków. Bardzo widowiskowa okazała się sekwencja przejazdów „Okopy” wiodąca kilkukrotnie przez meandrujący jar. Jednak największą porcję adrenaliny wyzwolił najtrudniejszy element trasy nocnego etapu Adventure – „Piece of cake”. Gigantyczne trawersy połączone z podjazdami wystawiły załogi na poważną próbę. Podobnie jak i na prologu, tak i na trasie etapu bezkonkurencyjny w Adventure okazał się Wiesiek Gudowski pokonując go wraz z Pawłem Sołtysem w doskonałym czasie 3 godzin i 35 minut!
Rankiem w sobotę załogi wystartowały do etapu dziennego. Zważywszy na ogromne problemy jakich mogli się spodziewać na pierwszych dwóch bagnach zawodnicy Adventure, organizatorzy wykreślili „Kylonowe pieńki” i „Uroczysko” z trasy. Pogłębiona przez uczestników Extreme pozostała część etapu wyglądała wystarczająco trudno. Bezwzględnymi zwycięzcami Adventure zostali Wiesław Gudowski i Paweł Sołtys, którzy przodowali na trasie od startu do mety wygrywając z Andrzejem Boguckim i Piotrem Sporyszem o ponad 2 godziny.
Etap dzienny rozstrzygnął też klasyfikację w klasie Extreme. Pomimo bardzo dobrej jazdy Kowal i Gwizdowski musieli uznać wyższość Luberdy i Polaka; kłopoty załogi Land Serwisu z wyciągarką w końcówce „Piece of cake” przyczyniły się do poważnej straty 1 godziny i 20 minut do zwycięzców. Warto zaznaczyć, że Luberdzie i Polakowi wystarczyło około półtorej godziny do rozprawienia się z etapem dziennym. Na trzecim miejscu ze stratą zaledwie 20 minut do drugiej pozycji uplasowali się: Wojciech Polowiec i Paweł Przybyłowski potwierdzając wysoką formę przed zbliżającą się Croatia Trophy.
Dobrze przygotowana impreza, jasny i czytelny roadbook oraz zróżnicowane i bardzo trudne trasy – tak o „Żelazna Trophy” wypowiadali się uczestnicy. Dla wielu okazała się zbyt trudna – przede wszystkim zbyt mokra.
Organizatorzy „Żelazna Trophy” 2004 serdecznie dziękują osobom, których pomoc przy przygotowaniach i obsłudze imprezy okazała się nieoceniona, w tym przede wszystkim: Agnieszce i Bartkowi Sołtysom, Tomkowi Traskiewiczowi „Traskowi”, Tomkowi Siwoskiemu, Tomkowi Kozakowi, Igorowi Leyko, Robertowi Sobierskiemu „Siwemu”, Tomkowi Jońcy „Yonkowi”, Arturowi Illachowi, Romanowi Rudziejewskiemu, Piotrowi Banaszakowi, Michałowi Płońskiemu „Brzydowi”, Jurkowi Michałkowi „Plamie”, Krzyśkowi Zaczkowi „Globo”, Darkowi Matusiakowi, Zbigniewowi Wołkowi, Tomkowi Oleksiukowi.
Tomasz Konik
























