II runda 2003 – Miastko
Pojedynek
19 załóg rywalizowało w drugiej rundzie Pucharu Polski „OFF-ROAD PL TROPHY 4×4″. Rozegrana w okolicach Miastka impreza zgromadziła niemal całą polską czołówkę kierowców, choć pewien niedosyt spowodowała absencja Darka Luberdy, który w warsztatowym zaciszu wciąż przygotowuje kolejną wersję swego potwora. Po raz pierwszy w pucharze nowym samochodem wystartował Wojtek Polowiec. Była też – co przyznali i organizatorzy i uczestnicy – najcięższą i najdłuższą z rund w historii pucharu. Choć początkowo o prymat na trasie walczyło kilka czołowych załóg, to trudności odcinków i liczne awarie pojazdów sprawiły, że miasteckie zmagania sprowadziły się do zaciętego pojedynku dwóch załóg: Piotra Kowala i Mariusza Gwizdowskiego oraz Wojtka Polowca i Pawła Przybyłowskiego.
Tradycyjnie rywalizację rozpoczął prolog. W odróżnieniu od ubiegłorocznego, bardzo szybki, z niewielką ilością elementów technicznych, preferował pojazdy z mocnymi silnikami benzynowymi. Poza kilkoma ziemno-piaskowymi dołkami zaraz po starcie i tuż przed metą, składał się z dwóch długich prostych rozdzielonych stromą szykaną. Doskonale pojechał na prologu swoim na nowo spreparowanym Jeepem Wranglerem Wojciech Polowiec, choć jak stwierdził pilot i jednocześnie twórca samochodu – „to już nie ten sam silnik co kiedyś”. Jednak prawdziwy popis jazdy na tym krótkim odcinku dał Piotr Kowal, którego „ciężarówka” wykręciła czas godny wyścigówek RMPST. Niski długi i przez to stabilny pojazd prowadzony wprawną ręką okazał się na prologu bezkonkurencyjny. Debiutujący zupełnie nowym, profesjonalnie przygotowanym Tomcatem Marek Budner pokonał trasę prologu o kilka sekund dłużej niż Kowal, jednak szybciej od Polowca. Potencjalnie Tomcat wydawał się najwłaściwszym „uczestnikiem” w rywalizacji o „pole position” rundy, ale już na początku widać było, że Budner nie zdążył do końca opanować sztuki powożenia nowym samochodem.
Prolog był oczywiście tylko preludium do 130-kilometrowej trasy. Po raz pierwszy załogi ruszały do etapu ze startu w Miastku, prezentowani publiczności przez Martynę Wojciechowską. Atrakcją zarówno dla zawodników, jak i kibiców był przeprowadzony na specjalnej rampie test wykrzyżowania mostów.
Ale wróćmy do trasy. Pierwsza poważniejsza przeszkoda – głęboki rów – rozbiła stawkę; tutaj też niewielkiej kontuzji nabawił się Michał Rej i wycofał się z dalszego ścigania. Na kolejnych próbach jako pierwszy pojawiał się zwykle zielony pickup Kowala i Gwizdowskiego, choć tuż za nim podążali wytrwale Budner/Mucha oraz Polowiec/Przybyłowski. Zaskakująco dobrze radzili sobie spokojnie i sprawnie prowadząc Suzuki – Robert Macałka i Jarek Wywiał tocząc walkę z monstrualnym Wranglerem Adama Polaka i Piotra Wiercińskiego. Dość brawurowa jazda i kilka błędów popełnionych przez Budnera i Muchę na zjazdach i trawersach „zaowocowały” przegrzaniem silnika eliminującym tę ekipę z grona faworytów. Na jednym z potężnych trawersów rozpadł się też wiatrak chłodnicy w Jeepie Polaka przez co załoga ta straciła kontakt z czołówką. W tym samym czasie dwie doświadczone załogi, najlepsze w poprzedniej rundzie w Hadlach Szklarskich – jadący potężną Toyotą Land Cruiser Piotr Gadomski i Rafał Ciepły oraz Jeepem Wranglerem bracia Sawiccy – zdecydowanie parły naprzód wyprzedzając rywali z dalszych miejsc startowych. Trudy etapu były ogromne. Bardzo poważne kłopoty z napędem Land Rovera od samego niemal początku mieli pucharowi debiutanci Maciej Przybycień i Łukasz Szewczyk. Po raz kolejny – być może po trudach Chorwacji – odmówiła współpracy zwrotnica w Jeep Grzegorza Bromy i Łukasza Kulczyckiego, awaria wyeliminowała braci Kusiów, a w UAZ-ie Dobrowolskiego zaszwankowały wyciągarki. Bez zarzutu natomiast sprawował się Wrangler załogi Polowiec/Przybyłowski dzięki czemu w końcówce etapu potrafiła ona nawiązać bezpośrednią walkę z Kowalem/Gwizdowskim. W gigantycznych błotach na tzw. „Kaczkach” w Land Roverze zerwała się lina mechanicznej wyciągarki, natomiast załoga Wranglera wybrała znacznie lepszą trasę przejazdu i dotarła na strefę etapu z jedenastominutową przewagą! Wspomniane błota unieruchomiły jeszcze wiele aut, w tym Wranglera Polaka/Wiercińskiego (urwany wąs przekładni kierowniczej) czy Suzuki Macałki/Wywiała (złamany drążek Panharda), jednak druga z wymienionych załóg dotarła do strefy o własnych siłach i naprawiła auto na tyle by kontynuować jazdę w następnym odcinku. Choć nie bez kłopotów, to do strefy doprowadzili też swoje pojazdy m.in. Gadomski/Ciepły (brak blokady międzyosiowej), Żurek/Romanowski (bardzo poważne kłopoty w bagnie), Sawicki/Sawicki oraz Węgrzyn/Ostapiuk, przez co wzrosły ich szanse na ukończenie całego etapu. Trzeba przyznać, że warunki na pierwszym odcinku były i tak bardziej łagodne niż przewidywali organizatorzy. Długotrwała susza i delikatne opady tuż przed startem – to dzięki takiej aurze trasa miała możliwie łatwy charakter. Trudno wyobrazić sobie choćby kilkusetmetrowe strome trawersy na śliskiej ziemi, czy głębsze, a przecież wystarczająco długie przeszkody wodne. Przyjazna aura pozwoliła też na sprawny serwis w strefie.
Po około siedmiu godzinach odpoczynku niemal wspólnie na trasę wyruszyli faworyci: Polowiec/Przybyłowski i Kowal/Gwizdowski i pomiędzy tymi właśnie załogami rozegrał się prawdziwy pojedynek. Gdy wydawało się, że załoga zielonego Land Rovera wypracowała sobie przewagę wystarczającą do zwycięstwa, niedomagać zaczęła przekładnia kierownicza. Przy ograniczonej manewrowości samochodu Kowal nie był w stanie nawiązać równorzędnej walki z wyśmienicie jadącym Polowcem. Żółty Wrangler pojawił się na mecie z około półtoragodzinną przewagą nad zielonym Defenderem, a jego załoga zebrała główne nagrody ufundowane przez Orlen i Kärcher. O kolejnych miejscach zadecydował zarówno czas łączny uzyskany na etapie, jak i liczba kar wynikająca z ominiętych lub nie zaliczonych pieczątek punktów kontroli przejazdu. Bardzo równo jadąca załoga Gadomski/Ciepły uplasowała się na trzeciej pozycji, wyprzedzając skutecznych jak nigdy Macałkę/Wywiała, rozważnych Żurka/Romanowskiego oraz mogących mówić o pechu Węgrzyna/Ostapiuka. Prawdziwa tragedia na trasie dotknęła doskonale i równo jadących braci Sawickich. Ich niemalże seryjny Wrangler tym razem nie wytrzymał trudów – bez przedniego napędu dzielni krakowianie wylądowali dopiero na dziesiątej pozycji. Na wielkie słowa uznania zasłużyła wspomniana już załoga Marek Janaszkiewicz i Agnieszka Janaszkiewicz. Tuż po starcie na jednej z pierwszych prób zerwali linę wyciągarki i spadli na ostatnią lokatę. Jednak metodycznie i rozważnie działający łodzianie ukończyli najpierw pierwszy, a po krótkim postoju w strefie drugi odcinek; wprawdzie na metę dotarli niedługo przed zamknięciem, lecz z minimalną ilością kar, co dało im w efekcie wysokie siódme miejsce w klasyfikacji końcowej.
Jak przyznali sami uczestnicy, miastecka runda była najtrudniejszą w dotychczasowych pucharowych zmaganiach. Samochody poddane zostały ogromnej próbie wytrzymałości. To właśnie awarie pozbawiły Kowala i Gwizdowskiego pierwszego miejsca, na rzecz rewelacyjnie jak się okazało przygotowanego pojazdu Polowca i Przybyłowskiego. Dla wielu załóg kluczem do ukończenia rundy była spokojna i rozsądna jazda. Sklasyfikowano 13 załóg.
Do następnej pucharowej rundy w Kietlicach pozostały dwa miesiące. Miejmy nadzieję, że zawodnicy zdążą przez ten czas odnowić sprzęt i siły. W związku ze swoim zaangażowanie organizacyjnym w kształt kietlickiej rundy, nie wystąpi w niej załoga Land Serwisu. Wciąż można liczyć, że pojawi się na niej Darek Luberda, którego pilot Szymek Polak z uwagą przyglądał się w Miastku dokonaniom czołówki. Przebieg rundy obserwował z zainteresowaniem także czołowy polski pilot rajdowy Maciej Wisławski.
Jak wygląda sytuacja w klasyfikacji pucharu? Po drugiej rundzie na czoło wyszła jadąca jak dotąd bardzo równo gliwicka załoga Gadomski/Ciepły. Awaria samochodu, a tym samym daleka lokata w Miastku, zepchnęła Sawickich na drugą pozycję. Na trzecim i czwartym miejscu znajdują się kolejno Polowiec/Przybyłowski i Kowal/Gwizdowski; załogi te startowały w jednej tylko rundzie, przy czym załoga żółtego Wranglera ma jeszcze przed sobą dwie rundy, natomiast Land Rovera – jedną. Podobnie rzecz ma się z braćmi Barszczewskimi którzy dysponują tą samą liczbą punktów co Kowal i Gwizdowski – odpuścili Miastko, ale wszystko jeszcze przed nimi. W przypadku dalszych miejsc różnice punktowe są niewielkie i w środku stawki wiele może się zdarzyć.
Tomasz Konik
























